Forum Karpacki Związek Pszczelarzy Strona Główna

Ocalić od zapomnienia - epizody, uczeni i pszczelarze
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Karpacki Związek Pszczelarzy Strona Główna -> Hyde Park
Autor Wiadomość
pszczelnik



Dołączył: 12 Gru 2006
Posty: 61
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Sącz

PostWysłany: Pon 7:27, 29 Mar 2010    Temat postu:

Szanowy Panie.

W dniu 9.04.2010 r. jest Walny Zjazd KZP to zapytam Pana Kasztelewicza czy ma mozliwości zdobycia tego filmu jeżeli ocalał.
Z wyrazami szacunku Wacław Białogłowicz


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez pszczelnik dnia Pon 17:29, 29 Mar 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
pszczelnik



Dołączył: 12 Gru 2006
Posty: 61
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Sącz

PostWysłany: Pon 9:07, 29 Mar 2010    Temat postu:

Dzień dobry.
Pozwolę sobie przypomnieć nastepną osobe pochodzącą z podkarpacia.

WANIC Dominik ur. 1904 r. w Starej Wsi na podkarpaciu, zm. w 1971 r. profesor Wyższej Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie i Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie., wychowawca wielu pokoleń pszczelarzy i sadowników. W 1929 r. ukończył studia przyrodnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W 1930 ro rozpoczął prace jako asystent w Katedrze Botaniki, Ogrodnictwa i Pszczelarstwa w Wyższej Szkole Gospodartwa Wiejskiego w Cieszynie pod kierunkiem Tomkiewicza. W 1938 r. został profesorem. Opracował m.in. monografię pszczelarska Śląska Cieszyńskiego. W czasie okupacji pracował fizycznie w ogrodnictwie, nastepnie uczył w Liceum Rolniczym w Czernichowie. Po wojnie powrócił na uczelnie do Cieszyna. W 1950 r. rozpoczął prace w WSR w Olsztynie. W 1957 r. był założycielem Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Olsztynie. W tym samym roku zorganizował przy Katedrze Ogrodnictwa Zakład Pszczelarstwa. Pod jego kierunkiem wykonano ponad 40 prac magisterskich i dwie doktorskie. Jego prace badawcze i działalność dydaktyczna w znacznym stopniu przyczyniła sie do rozwoju pszczelarstwa na Warmii i Mazurach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez pszczelnik dnia Pon 9:10, 29 Mar 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Śro 8:18, 31 Mar 2010    Temat postu:

Dzień dobry Państwu,

dzisiaj jest chłodny poranek, dlatego mogę poświęcić pół godziny na pisanie tego postu.

Jeszcze z ciekawostek XIX stulecia, to w 1881 r. w Wielkiej Brytanii ukazał sie pierwszy podręcznik pszczelarstwa - podręcznik sensu stricte - bowiem wcześniej różnych poradników i kalendarzy zawierającymi jakieś zalecenia dla pszczelarzy, było dużo.

Na obszarach Europy z językiem niemieckim jako urzędowym, tj. część Szwajcarii, oczywiście całe Niemcy i Austria (w obecnych granicach), Czechy i Słowacja, Węgry i obszar dawnej Jugosławii oraz części Polski znajdujących się w granicach Prus i Austrii (Autorka ma na myśli obszary Polski pod zaborami) - pszczelarze używali uli dzierżonowskich lub wzorowanych na tym ulu, otwieranych z boku. Początkowo używano za ks. dr Janem Dzierżonem tylko snoz, które z czasem zostały zastąpione ruchomymi ramkami (również w pasiekach ks. dr Jana Dzierżona). Johann Ludwig Christian Carl Gravenhorst (1777 – 1857) - niemiecki entomolog i pszczelarz - pierwszy skonstruował słomiany ul, wzorowany na ulu drewnianym w formie graniastosłupa foremnego (E. Crane, 1999). Umożliwiło to w takich ulach używanie normalnych ramek ruchomych. Do tego okresu używano słomy wyłącznie do wykonywania koszek, w których pszczoły zakładały woszczynę w ten sam sposób jak w tradycyjnej barci. Zwraca uwagę fakt, że książka ks. dr Jana Dzierżona opublikowana w Niemczech w 1881 r. została szybko przetłumaczona na j. angielski i już 1882 r. została opublikowana w Wielkiej Brytanii pod tytułem "Dzierzon's Rational Bee-Keeping".

Pozdrawiam

Zawsze trzeba podejmować ryzyko.
Tylko wtedy uda nam się pojąć,
Jak wielkim cudem jest życie...

Paulo Coelho


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Śro 22:03, 31 Mar 2010    Temat postu:

dobry wieczór Państwu,

pisałem już, ze na odkrycia i wynalazki w XIX w. należy spojrzeć jak na pewien dość złożony proces. Spójrzmy jak to wszystko odbywało się pod kątem użycia ruchomej ramki i określenia przestrzeni między ramkami i ścianami ula.

1. Playfair ze Szkocji - używał już ramki w 1804 r. przestrzeń między ramkami prawidłowa, a między ścianką ula nie.
2. Prokopowicz - Rosja - ramka w 1814 r. przestrzeń międzyramkową prawidłowa, od ścianki ula nie.
3. Howatson ze Szkocji w 1827 używa snoz, określił prawidłowe przestrzenie w ulu.
4. Debeavoys z Francji w 1846 r. ogłasza konstrukcję ula ramowego z prawidłowymi, wszystkimi przestrzeniami.
5. Shaw z USA w 1847 r. używa ula ramowego z prawidłowymi przestrzeniami międzyramkowymi lecz z nieprawidłowymi przestrzeniami przyściennymi.
6. Dzierżon ze Śląska w 1848 r. ogłasza konstrukcję swego ula snozowego - przestrzenie między snozami prawidłowe, przyścienne w snozach rzecz jasna nie występują. Nasz ks. dr Jan Dzierżon posiadał specjalny długi nuż, którym odcinał woszczynę od ścianek ula.
7. Langstroth z USA w 1853 patentuje konstrukcję swego ula ramowego. Wszystkie przestrzenie określił prawidłowo.
8. Berlepsch z Niemiec w 1853 r. konstruuje swój ul ramowy z prawidłowymi wszystkimi przestrzeniami (E. Crane, 1999).

Z tego skróconego wykazu widać pewną dość istotną prawidłowość. Mniej więcej w tym samym czasie wielu pszczelarzy odkrywa zalety zastosowania ruchomej snozy bądź od razu ramki. Dlaczego niezależnie od siebie? Przecież musimy sobie wyobrazić, że w owych czasach mediów w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, po prostu nie było! Owszem, w każdym kraju były już gazety, wydawane były książki, organizowano konferencje, oraz ludzie spotykali się na kiermaszach i jarmarkach różnego rodzaju. I tylko taki był przepływ informacji! Równocześnie chciałbym podkreślić jedną rzecz: Z WSZYSTKICH WYNALAZKÓW I USPRAWNIEŃ W PSZCZELARSTWIE NAJWAŻNIEJSZĄ BYŁA KONSTRUKCJA RUCHOMEJ RAMKI. Dopiero istnienie uli ramowych wywołało i umożliwiło wykonanie następnych pożytecznych wynalazków, takich jak: krata odgrodowa. wirówka do miodu i prasa do wytłaczania węzy.

Wracając jeszcze do ruchomej ramki, to chyba Państwo pamiętają, że na Forum "Pszczelarstwa" opisywałem historię rozwoju chińskiego pszczelarstwa, aż do dnia, w którym administrator tego forum mi bardzo brzydko przerwał. Historia ta nie została dokończona (może kiedyś wrócę do niej) jednak mogę Państwu powiedzieć, że Chiny doszły do światowego prymatu w produkcji miodu dzięki dwóm bardzo ważnym czynnikom:
1. Wprowadzeniu na szeroką skalę do hodowli pszczoły miodnej z Europy (tam i w USA jest nazywana jako europejska pszczoła miodna), ponieważ miejscowa pszczoła Apis cerana posiada niski potencjał produkcyjny;
2. Oraz, dzięki wprowadzeniu na początku XX w. uli z ramką ruchomą. Te dwa wydarzenia uruchomiły w Chinach szybko postępujący proces unowocześniania całego pszczelarstwa, który doprowadził do tego, że współcześnie Chiny Ludowe są największym na świecie producentem miodu, wosku, pyłku kwiatowego i mleczka pszczelego. Bez naszej pszczoły miodnej i bez ruchomej ramki sukces chińskich pszczelarzy nie byłby możliwy.

Następnym razem skrótowo opiszę jeszcze konstruktorów pierwszej wirówki do miodu i wynalazcę prasy do węzy.

Pozdrawiam

Zawsze trzeba podejmować ryzyko.
Tylko wtedy uda nam się pojąć,
Jak wielkim cudem jest życie...

Paulo Coelho


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciej Winiarski dnia Czw 8:04, 01 Kwi 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Czw 8:48, 01 Kwi 2010    Temat postu:

Dzień dobry Państwu,

do wczorajszego postu należy dodać, że Polak, ks. dr Jan Dzierżon musiał mieć ugruntowaną sławę znawcy życia pszczół i pszczelarstwa, skoro zaledwie rok po ukazaniu się Jego książki w języku niemieckim, została opublikowana na wyspach brytyjskich. A my Polacy, a zwłaszcza pszczelarze możemy być dumni z faktu, że cały XIX-wieczny świat uznał zasługi naszego Wielkiego Rodaka nadając Jemu przydomek "Ojca Nowoczesnego Pszczelarstwa". W historii całej nauki niewielu mieliśmy takich mocarzy, którzy na całe pokolenia wywarli tak wielki wpływ. Oczywiście, było więcej takich wybitnych Polaków, jak: Mikołaj Kopernik, Fryderyk Chopin, Maria Curie-Skłodowska, Jan Paweł II i może jeszcze kilka innych postaci, których ze zrozumiałych względów nie znam (jestem osobą o dość wąskich i ściśle określonych zainteresowaniach). Ktoś może powiedzieć, że takich postaci nie można porównywać - to prawda, lecz każda z nich wywarła wpływ na cały współczesny świat w swoim czasie i na swój specyficzny sposób. My zaś możemy być radzi, że wśród nich znalazł się niezwykły pszczelarz spod Kluczborka - ks. dr Jan Dzierżon.

W styczniu 2011 roku będziemy obchodzić 200-lecie urodzin Wielkiego Pszczelarza z Łowkowic. Jak zwykle obędzie się kilka konferencji naukowych i spotkań. Będą przemówienia i kwiaty złożone na grobie ks. dr Jana Dzierżona, także pod Jego pomnikiem w Kluczborku. Lecz jaki będzie wydźwięk promocyjny tego wydarzenia w kraju i na arenie międzynarodowej? Przypuszczam, że taki sam jak z okazji obchodów 100-lecia śmierci naszego Rodaka w 2006 r. Czyli żaden. Dlaczego tak się dzieje? Wydaje mi się, że obecne elity działaczy pszczelarskich w Polsce są zbyt zajęte małostkowymi, drugorzędnymi sprawami, które spychają na dalszy plan myślenie strategiczne, że nie wspomnę o myśleniu kategoriami patriotycznymi.

W pierwszym numerze odnowionej "Pasieki", tak pisałem: PRZED DRUGĄ WOJNĄ ŚWIATOWĄ SŁOWO "SŁUŻBA" OZNACZAŁO PRACĘ Z PEŁNYM ODDANIEM I ZAANGAŻOWANIEM NA RZECZ KRAJU LUB ORGANIZACJI ZA KTÓRĄ SIĘ ODPOWIADAŁO, A PRZY OKAZJI RÓWNIEŻ DLA SWOJEJ RODZINY. DZISIAJ NIKT NIE LUBI TEGO SŁOWA, BO ZMIENIŁO ONO ZNACZENIE, PONIEWAŻ NAPRZÓD SŁUŻĘ SOBIE I SWOJEJ RODZINIE, A DOPIERO POTEM, NIEJAKO PRZY OKAZJI, KRAJOWI LUB ORGANIZACJI KTÓRĄ KIERUJĘ! Szanowni Państwo - od publikacji tamtych słów upłynęły lata, a Polsce nic się nie zmieniło. Czy tak naprawdę aż tak różnimy się od naszych przodków sprzed zaledwie siedemdziesięciu paru lat?


Pozdrawiam


Zawsze trzeba podejmować ryzyko.
Tylko wtedy uda nam się pojąć,
Jak wielkim cudem jest życie...

Paulo Coelho


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciej Winiarski dnia Czw 20:50, 01 Kwi 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Nie 22:23, 04 Kwi 2010    Temat postu:

Dobry wieczór Państwu,

kończy się najważniejsza niedziela w roku - Święto Zmartwychwstania Pańskiego. Jest to święto radości i wielkiej nadziei. Lecz, tyle już na ten temat w tych dniach powiedziano, że ja na tym Forum pozwolę sobie zwrócić Państwa uwagę na zupełnie inny temat.

Jaka jest różnica między podejściem praktyka-obserwatora życia pszczół, a podejściem człowieka nauki zajmującego się badaniem życia pszczół? Najłatwiej te różnice zobrazować na przykładach. Otóż, praktyk-obserwator stwierdza, że słońce świeci. I ta obserwacja całkowicie mu wystarcza w życiu i w każdej pracy. Natomiast naukowiec astrofizyk zadaje podstawowe pytanie: DLACZEGO SŁOŃCE ŚWIECI? Na podstawie swoistych metod obliczania temperatury powierzchni słońca i gęstości masy przeprowadza model matematyczny, przy pomocy którego udowadnia, że SŁOŃCE ŚWIECI DLATEGO, PONIEWAŻ W JEGO JĄDRZE ZACHODZĄ POTĘŻNE REAKCJE TERMOJĄDROWE SYNTEZY CZTERECH JĄDER WODORU DO JEDNEGO JĄDRA HELU (NAUKA NAZYWA TO CIĄGIEM WODOROWYM) Z RÓWNOCZESNYM UWOLNIENIEM OGROMNEJ ENERGII CIEPLNEJ, KTÓRĄ SŁOŃCE WYPROMIENIOWUJE NA ZEWNĄTRZ. Jest różnica w podejściu do tego samego zagadnienia? Ano jest.

Jak wiemy ks. dr Jan Dzierżon nie był naukowcem sensu stricte (otrzymał tylko doktorat honorowy w 1872 r. na Uniwersytecie w Monachium), mimo to cały świat uważa tego Wielkiego Polaka za wybitnego naukowca w dziedzinie biologii pszczół. Dlaczego nie za wybitnego pszczelarza? Myślę, że zadecydowało o tym podejście do tej problematyki - do tych tematów, które badał i objaśniał ks. dr Jan Dzierżon. Pszczelarzowi-praktykowi wystarczyłoby stwierdzenie, że pszczoły produkują i karmią młode larwy mleczkiem pszczelim. Dzierżonowi to nie wystarczało - musiał stwierdzić gdzie w organizmie pszczoły jest produkowane to mleczko i w związku z tym tak długo preparował pszczoły, aż odkrył, że produkują to mleczko gruczoły okołogardzielowe młodych pszczół.

Zazwyczaj problem naukowy odzwierciedla luki i braki wiedzy w danej dziedzinie. Na uzasadnienie problemu naukowego składają się takie elementy jak:
1. wskazanie, czy dane pytanie jest rzeczywiście problemem (zazwyczaj przeszukujemy całą literaturę przedmiotu, czy czasem ktoś już ten problem nie opisał i nie objaśnił);
2. znalezienie i wskazanie powiązań z innymi problemami, np. skuteczna hodowla pszczół i zapylanie roślin;
3. Ocena ważności problemu. Czasem dany problem nie ma żadnego większego uzasadnienia aby go badać i ponosić koszty na realizację badań. W nauce występuje specyficzny rodzaj założeń, które nazywane są hipotezami roboczymi. Hipotezy to naukowe przypuszczenia o obecności danego zjawiska lub o jego pewnych cechach oraz stosunku do innych zjawisk. Są to przypuszczenia dotyczące danego przedmiotu badań według pewnej kategorii poznania - jakości, ilości, czasu, przestrzeni. Są sprawdzane różnymi metodami, w pierwszym rzędzie metodami eksperymentalnymi.

Dość to skomplikowanie brzmi, ale nasuwa się pytanie, czy istnieje płaszczyzna porozumienia między praktykami, a naukowcami w danej dziedzinie, np. między pszczelarzami a badaczami pszczelnictwa. Przykro jest to przyznać, ale na ogół są to odmienne światy funkcjonujące równolegle. Wynika to z tego, że język nauki jest tak trudny i niezrozumiały, że przeciętny pszczelarz po przeczytaniu pierwszych kilku zdań rezygnuje z dalszej lektury artykułu naukowego lub innej publikacji. Ponadto, w Polsce nauka jest w ogóle niedoceniana, ani przez władze państwowe, ani przez społeczeństwo. Dla przeciętnego obywatela naszego kraju określenie "człowiek nauki", kojarzy się z kimś żyjącym w nierealnym świecie, marzycielem, fantastą, którego tak naprawdę nie mona poważnie traktować... A przecież wszyscy korzystamy z naczyń teflonowych, nowoczesnych samochodów, środków piorących i dezynfekujących, elektroniki, telefonów komórkowych coraz to nowszej generacji, itd., itp. - wszystko to wymyślili ludzie nauki w swoich laboratoriach. Nie ukrywajmy też, że spostrzeżenia praktyków często spotykają się z ukrytym lub jawnie okazywanym lekceważeniem ze strony ludzi nauki. Dzieje się tak dlatego, iż każdy człowiek gdy opisuje jakoś swoją obserwację lub spostrzeżenie, to na podstawie przez siebie posiadanej wiedzy stara się je objaśnić - co rzecz jasna najczęściej - nie jest zgodne z poglądem naukowym.

Tym razem posłużę się przykładem wziętym z mojego artykułu pt. "Moja metoda zintegrowanej walki z Varroa destructor w oparciu o wybrane biotechniczne metody leczenia pszczół", opublikowanym w "Pasiece" 2010 nr 1 i 2, w którym postawiłem odważną hipotezę dotyczącą ograniczenia w okresie jesienno-zimowym liczebności populacji Varroa destructor poprzez PRZERWANIE CIĄGŁOŚCI POKOLENIOWEJ WARROZY (radykalne schładzanie uli). Jako praktyk obserwator życia pszczół - niewątpliwie mam rację - schładzanie rodzin pszczelich jesienią i nie ocieplanie na zimę prowadzi do przerwania czerwienia matek na okres nie mniejszy niż 60 dni, co skutkuje zwiększoną umieralnością samic Varroa d. Obserwacja celna i cenna dla pszczelarzy, ale hipoteza, że przyczyną tego stanu rzeczy jest przerwanie ciągłości pokoleniowej populacji warrozy, może wydawać się naukowcom specjalizującym się w chorobach pszczół jako karkołomna, bo:
1. doskonale wiedzą o tym, ze nie posiadam narzędzi aby móc zweryfikować tę hipotezę (sprawdzić czy tak się dzieje naprawdę),
2. schłodzenie gniazda na okres 60 dni może skutkować zupełnie innym zjawiskiem, mianowicie obniżona temperatura gniazda przez tak długi okres czasu, nieznacznie (PODKREŚLAM SŁOWO MOŻE) może zmieniać skład biochemiczny hemolimfy pszczół, która to nie musi być tak pożywna jak u pszczół w normalnie ciepłym gnieździe - w rezultacie dlatego może się osypywać ponadnormatywna ilość warroz;
3. być może, że samice Varroa d. nie mogą pryebzwa przez tak długi okres czasu na jednym żywicielu i podczas zmiany żywiciela część z nich spada na lodowatą dennicę.
4. inne przyczyny, których po prostu nie znam i nawet nie domyślam się.
Natomiast dla mnie jako praktyka-pszczelarza obserwacja, że radykalne schłodzenie gniazd prowadzi do znacznie większej zdrowotności pszczół na wiosnę jest najistotniejsza, bo wnosi do praktyki pszczelarskiej swój realny wymiar.

Musicie Państwo pamiętać o jednym: dla nas praktyków zawsze będzie się liczyła SKUTECZNOŚĆ a dla ludzi nauki odpowiedź na najprostrze pytania typu: DLACZEGO? JAK? GDZIE? KIEDY? A to jest tak duża różnica w podejściu, do tych samych problemów badawczych, że często bardzo mocno utrudnia porozumienie praktyki z nauką.

Pozdrawiam

Zawsze trzeba podejmować ryzyko.
Tylko wtedy uda nam się pojąć,
Jak wielkim cudem jest życie...

Paulo Coelho


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciej Winiarski dnia Wto 21:33, 06 Kwi 2010, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Wto 7:59, 06 Kwi 2010    Temat postu:

Dzień dobry Państwu,

w ostatnim poście napisałem "...często bardzo mocno utrudnia porozumienie praktyki z nauką.", co oznacza określone trudności w znalezieniu takiego porozumienia, ALE NIE OZNACZA, ŻE TAKIE POROZUMIENIE JEST NIEMOŻLIWE. Wszystko ma swój wymiar ekonomiczny, współcześnie rozwój nauki również. W związku z tym w Zachodniej Europie i w Stanach Zjednoczonych instytuty naukowe otrzymują konkretne zlecenia rozwiązania wskazanych problemów badawczych - często za bardzo duże pieniądze. Większość dużych koncernów prawie wszystkich branż tworzą własne jednostki badawczo-rozwojowe, które zatrudniają bardzo zdolnych pracowników nauki, którzy non stop pracują i opracowują nowe technologie i nowe rozwiązania techniczne.

W pszczelarstwie jest tak, że albo takie zlecenia kierują do świata nauki organizacje pszczelarskie, zwłaszcza zrzeszające pszczelarzy zawodowych. W Polsce nie znam szczegółowych rozwiązań dotyczących finansowania badań naukowych, lecz na podstawie informacji zawartych w Internecie wiadomo, że finansowanie większości zadań nasze instytuty naukowe opierają na subwencjach państwowych i na grantach otrzymywanych z Unii Europejskiej, m.in. w ramach Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa. Jednak w tej ocenie mogę się mylić i jeżeli tak jest, to może doczekamy się stosownego dementi na tym Forum.

Pozdrawiam

Zawsze trzeba podejmować ryzyko.
Tylko wtedy uda nam się pojąć,
Jak wielkim cudem jest życie...

Paulo Coelho


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Śro 9:26, 07 Kwi 2010    Temat postu:

Dzień dobry Państwu,

korzystając z tego, że dzisiaj , tzn. 7 kwietnia a. d. 2010 jest chłodna pogoda, napiszę parę słów o wynalazcy prasy do wytwarzania węzy.

Johannes Mehring (1816 - 1878) - niemiecki stolarz i pszczelarz, wynalazca prasy do tworzenie węzy.Z powodu ciężkiej sytuacji materialnej swoich rodziców nie mógł się kształcić, został więc stolarzem. Był doskonałym rzemieślnikiem, atoli sławę zdobył w pszczelarstwie, którym z wielkim zamiłowaniem i oddaniem trudnił się. W 1857 roku wykonał prasę do produkcji węzy z wosku pszczelego. Prasę po raz pierwszy zademonstrował na wystawie rolniczej w Stuttgarcie. Węzę wytwarzał w środku drewnianej prasy złożonej z dwóch desek, na których żłobił wypukłości odpowiadające zaczątkom komórek pszczelich. W 1860 za ten wynalazek otrzymał w Hanowerze nagrodę i dyplom nauczyciela pszczelarstwa Został członkiem-korespondentem wielu towarzystw naukowych, wyróżniono go także licznymi medalami. Został przyjacielem wielkiego uczonego niemieckiego, Aleksandra von Humboldta i barona Augusta von Berlepscha.

Jeszcze dzisiaj umiejętność produkcji węzy nie jest łatwa. Ktokolwiek korzystał ze specjalnej prasy (stalowo-betonowej) lub z maszyny walcowej, to doskonale wie, że rozgrzany wosk nie może być ani za gorący, ani za zimny, że musi być specjalnie wykonana mieszanka płynna do smarowania walców lub obu stron prasy. Jeżeli, którykolwiek z wyżej wymienionych czynników zawiedzie, to po prostu walce zakleją się nam woskiem i jest mnóstwo roboty z ich oczyszczeniem. Ale nie taki diabeł straszny jak go malują. Przez wieloletnie używanie prasy do wytwarzania węzy doszedłem do takiej wprawy, że jej zaklejenie zdarza mi się niesłychanie rzadko. Po co o tym pisze w tym miejscu? Otóż, możemy sobie tylko wyobrazić, jaką benedyktyńską pracę musiał wykonać genialny niemiecki stolarz i pszczelarz. Bo nie wystarczyło wyrzeźbić deskę na wzór denek komórek pszczelich, ale przede wszystkim nauczyć się tak rozgrzewać wosk, aby chciał odrywać się od prasy, nauczyć się odpowiednio smarować prasę itd. itp. Ja tylko mogę sobie wyobrazić ile czasu musiał na te próby poświęcić J. Mehring i jaką niesłychaną cierpliwością musiał się wykazać.

Wracając do produkcji węzy swoim sposobem, to od kilku lat zaniechałem tej pracy. Dlaczego? Ano dlatego, że nie posiadam warunków aby rozgrzać wosk do temperatury powyżej 140 stopni C, która dopiero zabija endospory zgnilca złośliwego. Oczywiście, takich problemów nie mają duzi producenci węzy, zatem wolę wosk wymienić na węzę (średnio rocznie zużywam 25 kg węzy) niż samemu zajmować się jej produkcją.

Pozdrawiam

Zawsze trzeba podejmować ryzyko.
Tylko wtedy uda nam się pojąć,
Jak wielkim cudem jest życie...

Paulo Coelho


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciej Winiarski dnia Śro 9:29, 07 Kwi 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
pszczelnik



Dołączył: 12 Gru 2006
Posty: 61
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Sącz

PostWysłany: Śro 12:45, 07 Kwi 2010    Temat postu:

Dzień dobry
Pragnę przedstawić dzisiaj wielkiego pszczelarza i może trochę zapomnianego a to:
BRZÓSKO Stanisław ur. w 1874 r. w Zamołdyczach (Podlasie) zmarłego w 1963 r. St. Brzósko był bratankiem generała i naczelnego kapelana powstania styczniowego ks. Stanisława Brzóski. Szkołę średnią ukończył w Chełmie Lubelskim, po czym odbył praktyki ogrodnicze i pszczelarskie. W 1901 r. podjął pracę jako nauczyciel ogrodnictwa i pszczelnictwa w Pszczelinie. W latach 1904 - 05 był jej kierownikiem. W tym czasie podjął również wykłady na kursach ogrodniczo-pszczelniczych w Warszawie i prowadził je do 1938 r. W 1918 r. kupił nieduży obszar ziemi w Łomiankach pod Warszawą, gdzie prowadził pasiekę i założył szkółkę drzew owocowych.
W latach 1920 - 25 prowadził referat pszczelniczy w Miniterstwie Rolnictwa. W latach 1930 - 39 był wykładowcą w Szkole Pomologicznej w Warszawie. Był założycielem Naczelnego Związku Towarzystw Pszczelniczych, spółdzielni pszczelarskiej "Barć", Spółki Zawodowej Pszczelarzy i Kasy Spółdzielczej Pszczelarzy. W latach 1925 - 27 sprawował funkcję prezesa Wszechsłowiańskiego Związku Pszczelarzy. Przez 15 lat redagował czsopisma pszczelarskie: dział pszczelarski "Przeglądu Pszczelniczo-Ogrodniczego", "Pszczelnictwo Polskie", "Pszczelarz Polski i Ogród". Wydał szereg książek o tematyce pszczelarskiej. Ksiązki jego cieszyły się ogromną popularnością, zwłaszcza w środowisku wiejskim. Najbardziej znane to "Praktyczne pszczelnictwo" - 15 wydań w latach 1904 - 56 (jestem szczęśliwym posiadaczem wydania z 1956 r.). "Zgnilec u pszczół, jego leczenie i zapobieganie" wyd. w 1910 r. "Pasieka w ogródku miłośnika. Jak założyć i prowadzić pasiekę" wyd. w 1950 r.
Był prezesem Naczelnego Związku Organizacji Pszczelarskich.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez pszczelnik dnia Śro 12:47, 07 Kwi 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Nie 9:38, 09 Maj 2010    Temat postu:

Dzień dobry Państwu,

dzisiaj Środkowa i Wschodnia Europa obchodzi Dzień Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, natomiast Zachodnia Europa i Stany Zjednoczone obchodziły to święto wczoraj, czyli w dniu 8 maja. Skąd ta różnica w datach?
Otóż, poszczególne hitlerowskie armie i rodzaje broni oddziałów hitlerowskich podpisywały bezwarunkową kapitulację z różnymi dowódcami wojsk Sprzymierzonych na Zachodzie i wszystkie takie dokumenty zostały podpisane na zachodnim froncie 8 maja 1945 r.

Swój udział w kapitulacji Niemiec mieli również Polacy, którzy pod dowództwem gen. Stanisława Maczka 6 maja 1945 r. zdobyli Wilemshaven, w którym stacjonowały główne siły morskie hitlerowskich Niemiec. Dowódca floty niemieckiej przystąpił do negocjacji z gen. Maczkiem na temat warunków kapitulacji. Rozmowy tłumaczył polski oficer wyznaczony przez gen. Stanisława Maczka. Niemiecki admirał był zdumiony pięknem języka niemieckiego jakim posługiwał się tłumacz. Była to cudowna, nienaganna, literacka niemczyzna. W końcu admirał nie wytrzymał i spytał się generała Maczka, skąd jego tłumacz zna tak dobrze język niemiecki. Wówczas generał Maczek zwrócił się do swojego tłumacza: PANIE MAJORZE! PROSZĘ NIECH PAN SIĘ PRZEDSTAWI. NAZYWAM SIĘ OTTO HABSBURG I JESTEM POLSKIM OFICEREM!

W ten sposób, ów admirał, może po raz pierwszy dowiedział się, że nie wszyscy Niemcy i Austriacy zgadzali się z obłąkańczą polityką Hitlera.

Powtarzając za Wikipedią, dowiadujemy się, że powojenne losy gen. Stanisława Maczka były bardzo, bardzo smutne. Powszechnie znamy takie powiedzenie: MURZYN ZROBIŁ SWOJE, MURZYN MOŻE ODEJŚĆ.

1 sierpnia 1944 dywizja ląduje w Normandii w pobliżu Caen. W składzie 2 Korpusu Kanadyjskiego, gen. Maczek dowodzi swą dywizją w zwycięskiej bitwie pod Falaise, gdzie zdecydowana obrona Mont Ormel (Wzgórze 262 znane też jako "Maczuga") przez jego dywizję uniemożliwia większej grupie rozbitków 7 Armii wydostanie się z kotła.

W ciągłych walkach z Wehrmachtem, gen. Maczek prowadzi dywizję w kierunku Belgii i Holandii. Wyzwala m.in. Ypres, Gandawę i Passchendale. Dzięki znakomitemu manewrowi oskrzydlającemu, po ciężkich walkach Maczkowi udaje się wyzwolić Bredę bez strat wśród ludności cywilnej. 26 marca 1945, pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu został odznaczony Komandorią Krzyża Legii Honorowej.

W 6 maja 1945 dywizja dociera do bazy Kriegsmarine w Wilhelmshaven, gdzie generał przyjął kapitulację dowództwa twierdzy, bazy Kriegsmarine, floty "Ostfriesland", resztki dziesięciu dywizji piechoty oraz 8 pułków piechoty i artylerii. 1 czerwca 1945 został awansowany do stopnia generała dywizji. Grób gen. Stanisława Maczka na cmentarzu żołnierzy polskich w Bredzie.

Od września 1945 dowodził jednostkami polskimi, które pozostały w Wielkiej Brytanii aż do ich demobilizacji. Stanisław Maczek pozostał na emigracji w Edynburgu w Wielkiej Brytanii. 26 września 1946 władze komunistyczne pozbawiły go obywatelstwa polskiego. W 1971 obywatelstwo zostało mu ponownie przywrócone. Pozbawiony świadczeń przysługujących żołnierzom alianckim, rozpoczął pracę jako barman w jednym z edynburskich hoteli. Na wniosek ponad 40 000 mieszkańców Bredy generałowi przyznano honorowe obywatelstwo Holandii. 11 listopada 1990 r. został awansowany do stopnia generała broni. W 1994 został kawalerem Orderu Orła Białego. Zmarł w wieku 102 lat. Pochowany został na cmentarzu żołnierzy polskich w Bredzie.

Pozdrawiam

Jeśli masz zmartwienie - napij się kawy,
Jeśli się cieszysz - napij się kawy,
Jeśli jesteś zmęczony - napij się kawy.

Przysłowie abisyńskie


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciej Winiarski dnia Nie 9:45, 09 Maj 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
pszczelnik



Dołączył: 12 Gru 2006
Posty: 61
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Sącz

PostWysłany: Pią 14:21, 14 Maj 2010    Temat postu:

Dzień dobry
Pragnę dzisiaj przedstawić człowieka, który wynalazł miodarkę a to:
HRUSZKA ( w oryginale HRUSKA nad s daszek) Frantiszek - Czech ur. w 1819 r. zmarł w 1888. Był zawodowym wojskowym i dosłużył sie stopnia majora w armii austriackiej. Brał udział w wielu kampaniach wojennych. Jednocześnie prowadził 240 pniową pasiekę. Interesował się także techniką. Na XIV zjeździe pszczelarzy austriackich, niemieckich i węgierskich w 1865 r. zademonstrował pierwszą miodarkę na jeden plaster w postaci naczynia blaszanego w dolnej części którego znajdował się spust. Po włożeniu plastra obracało się całą miodarką osadzoną na pręcie metalowym. Następnie ulepszył konstrukcję, budując bęben nieruchomy i dając napęd w postaci dóch kółek i przekładni pasowej napędzanej korbą. W 1868 r. przedstawił na wystawie w Paryżu pod nazwiskiem Lassamanie trzy różne modele miodarek. Skonstruował równiż dużą miodarkę napędzaną przez lokomobile. Zbudował również urządzenie do mechanicznego odsklepiania plastrów, ale nie podał tego do publicznej wiadomości. Po zwolnieniu z wojska popadł w nedzę , a jego nazwisko poszło w zapomnienie. Dlatego dzisiaj go wspominam aby pamiętać komu zawdzięczamy miodarkę. Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez pszczelnik dnia Pią 14:22, 14 Maj 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Nie 17:53, 16 Maj 2010    Temat postu:

Dzień dobry Państwu,

do zakończenia bardzo bogatego w różne wielkie postacie XIX w. pozostało setki wybitnych biologów, fizyków, chemików, filozofów, konstruktorów, wybitnych inżynierów i wynalazców, lecz ja ten wiek pragnę zakończyć wielką postacią europejskiego i światowego pszczelarstwa. Mam na myśli wspomnianą w poprzednim poście osobę majora Franza Edler von Hruschka (pol. pisownia: Hruszka). Urodził się w Wiedniu, lecz długie lata spędził nieopodal Wenecji. Pracując w miejscowej cukrowni, skonstruował specjalną wirówkę do oddzielania płynnej melasy od cukru. Ponieważ posiadał pasiekę i osobiście często wykonywał różne prace pszczelarskie, owa wielka centryfuga do odwirowywania melasy nasunęła mu pomysł na konstrukcję wirówki do miodu. Jego pierwszy model wirówki do miodu powstał zimą 1864/1865 i po raz pierwszy został pokazany pszczelarzom w Brnie, oraz opisał go w niemieckim czasopiśmie pszczelarskim Neordlinger Bienenzeitung Nr 21 w 1865 r. W ślad za tą pierwszą wirówką do miodu powstały liczne konstrukcje wirówki opracowywane przez innych konstruktorów-pszczelarzy. Ale pierwszym był genialny Czech stale mieszkający we Włoszech. Warto dodać, ze pierwsza wirówka radialna powstała dopiero w 1951 r. (E. Crane, 1999).

Podczas wirowania obracało się całą miodarkę razem z włożonym do niej plastrem. Oznaczało to, że plaster o nieuszkodzonej strukturze – ale pusty – można odtąd włożyć z powrotem do ula. Oszczędza to pracę pszczół, czas i materiały. Wynalazek Franciszka Hruški odegrał dużą rolę, gdyż znacznie poprawił efektywność zbierania miodu i zapoczątkował nowoczesne pszczelarstwo. Wkrótce ulepszył tę konstrukcję, budując bęben nieruchomy i dając napęd w postaci 2 kółek przekładni pasowej poruszanej korbą. Dalsze udoskonalenia polegały na ulepszeniu mechanizmu napędowego. W 1868 przedstawił na wystawie w Paryżu (pod nazwiskiem Angelio Lassamane) trzy różne modele miodarek.

Szanowni Państwo! Jednak podstawą wszystkich wynalazków stała się konstrukcja ruchomej ramki w ulu. Poprzedzona dzierżonowską snozą, pozwoliła całym pokoleniom badaczy życia pszczół, zajrzeć do wnętrza gniazda pszczół, obmyślać coraz to nowocześniejsze konstrukcje ulowe, opracowywać różne praktyczne wynalazki i konstukcje, które służą pszczelarzom po dzień dzisiejszy. Pozwoliła też na dokładne badanie biologii pszczół. Dlatego wiek XIX uznaję za najważniejszy w ciągłej wędrówce człowieka do nowoczesności i doskonałości. Jak widzimy, te dążenia nie ominęły również pszczelarstwo. Jak znajdę odrobinę wolnego czasu, to pozwolę sobie na przybliżenie Państwu jeszcze kilkunastu postaci z tego okresu historii rozwoju ludzkości i nie tylko.

Pozdrawiam

Są w życiu trzy rzeczy, które nigdy nie wrócą:
- powiedziane słowo,
- czas, który minął,
- i niewykorzystana okazja.

ANONIMOWE


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciej Winiarski dnia Nie 20:52, 16 Maj 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
pszczelnik



Dołączył: 12 Gru 2006
Posty: 61
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Sącz

PostWysłany: Pon 8:39, 17 Maj 2010    Temat postu:

Panie Winiarski dziękuję, że Pan dopisał do Hruszki. Pozdrawiam

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciej Winiarski



Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opola

PostWysłany: Wto 8:17, 18 Maj 2010    Temat postu:

Dzień dobry Państwu, dzień dobry Panie Pszczelnik,

nie ma Pan za co dziękować. Po prostu, oprócz Wikipedii, z której często i chętnie korzystam, jestem w posiadaniu bogatej, wielojęzycznej biblioteczki pszczelarskiej. Dlatego było mi bardzo miło, że mogłem uzupełnić Pańskie informacje o konstruktorze miodarki.

W Południowej Polsce przyroda pisze swój ponury scenariusz. Dla tegorocznych powodzian, twierdzenia, że obecna, majowa powódź jest dużo mniejsza w porównaniu do tej z lipca 1997 roku, NIE JEST ŻADNYM POCIESZENIEM. Kogo taka tragedia szczęśliwie ominęła wtedy i obecnie, tak naprawdę nigdy tego nie zrozumie. W dużej grupie poszkodowanych z pewnością znajdą się pszczelarze. Jeden, pojedynczy pszczelarz niewiele może pomóc, ale wszyscy razem - możemy bardzo dużo.

Na zawsze będziemy mieli we wdzięcznej pamięci małżeństwo Państwa Popowiczów z Kluczborka, którzy w 1997 r. jak tylko drogi stały się przejezdne - przywieźli nam duże zapasy żywności. Zawsze będziemy wspominać dobroć Pana Kowalika z Maciejowa, który nieodpłatnie przekazał nam wtedy 35 matek (większość królowych zginęła w czasie powodzi, w myśl zasady: "KAPITAN SCHODZI OSTATNI Z TONĄCEGO STATKU") - dzięki czemu w roku powodziowym mogliśmy zazimować aż 58 słabiutkich rodzin (z 80 o potężnej sile!). Nigdy nie zapomnimy pszczelarzy z Pomorza, którzy udzielili nam znaczącą pomoc materialną i dziesiątki, a może setki innych zupełnie bezimiennych ludzi, którzy całymi tygodniami ofiarnie pracowali na rzecz powodzian. W obliczu ponownego zagrożenia naszych domostw posadowionych w dolinie Odry mówię raz jeszcze jedno, proste słowo: DZIĘKUJĘ.

Na parę dni rozłączę się z Państwem, bowiem muszę ewakuować mój gabinet z parteru na piętro, aż przejdzie przez Opole fala kulminacyjna, która - przynajmniej mamy taką nadzieję - nie będzie tak dotkliwa, jak ta sprzed 13 lat.

Pozdrawiam

Są w życiu trzy rzeczy, które nigdy nie wrócą:
- powiedziane słowo,
- czas, który minął,
- i niewykorzystana okazja.

ANONIMOWE


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
pszczelnik



Dołączył: 12 Gru 2006
Posty: 61
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Sącz

PostWysłany: Sob 20:59, 29 Maj 2010    Temat postu:

Dobry wieczór.
Pozwolę sobie dzisiaj napisać o człowieku, który zrobił dużo dobrego a o Nim sie mało pamięta:
CHREPETOWICZ Joachim Litawor, ur. 1729 r. zmarł w 1812 współautor książki : " Opisanie gospodarstwa pszczołowego w Szczorszach sporządzone roku 1785 " wyd. w Warszawie w 1786 r.
Właścicel dóbr Szczorsze i Wiszniew (woj. nowogródzkie) oraz części Puszczy Perstuńskiej na Pojezierzu Suwalsko-Augustowskim.Jeden z najświetlejszych ludzi w Polsce w epoce stanisławowskiej, podkanclerz a nastepnie kanclerz wielki litewski. Był jednym z założycieli Komisji Edukacji Narodowej i współzałożycielem Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk. Był jednym z pierwszych reformatorów stosunków włościańskich w Polsce.
W dziedzinie pszczelarskiej wypowiedział szereg nowych myśli i tak:
" matka jest jedyną płodną samicą w rodzinie pszczelej, robotnice są natomiast samicami niepłodnymi, a trutnie samcami. Płodność matki po kopulacji trwa cały rok, dlatego wiosną składa jajka. Z każdej larwy pszczelej może wylegnąć się matka jak i robotnica a decyduje jedynie wielkość komórki w której znajduje się larwa. Zimą pszczoły pobierając wodę z miodu, wydzielają dużo pary wodnej i powinny mieć zapewnioną wentylację uli ".
Zalecał stosowanie dwukondygnacyjnego ula ze słomy w kształcie walca. Zastosował za Schirachem (wielki pszczelarz łużycki SZYJRACH Hadam Bogachwał piszący jak nasz DZIERŻON po niemiecku) ulepszone krzyżownice pozwalające na wyjmowanie plastrów, co uważał za konieczne, np. w przypadku zgnilca, podczas dzielenia rodzin lub osadzania pszczół w nowych ulach. Oprócz uli stojaków zalecał leżak złożony z dwóch części przystawianych jedna do drugiej obok siebie. Pszczoły zimowały w jednej części a druga była dostawiana na wiosnę. Poglądy jego były prekursorskie, a jego ul leżak na długo wyprzedził pomysły Ćaplovića (Ćaplović Jan pszczelarz i prawnik słowak - konstruktor tzw. ula podwójnego pisał po słowacku, węgiersku i niemiecku).
Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez pszczelnik dnia Sob 21:00, 29 Maj 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    Zobacz poprzedni temat : Zobacz następny temat  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Karpacki Związek Pszczelarzy Strona Główna -> Hyde Park Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 6 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Regulamin